PARAFIA ŚWIĘTEGO MICHAŁA           ARCHANIOŁA W KONIECPOLU

WSPOMNIENIA LITURGICZNE

 


 

 

Poniżej znajduje się schemat, który przedstawia to, co działo się z Jezusem przez ostanie dni Jego ziemskiego życia.

 

 

Wielki Czwartek – najstarszy dokument opisujący liturgię Wielkiego Tygodnia w Jerozolimie z IV wieku, mówi o dwóch Mszach św. w Wielki Czwartek. Dwie Msze św. w tym dniu odprawia się kościołach katedralnych. Rano biskup koncelebruje, razem ze wszystkimi kapłanami z całej diecezji uroczystą Mszę św. z poświęceniem Krzyżma (oliwa zmieszana z balsamem, używane w sakramencie bierzmowania i sakramencie chrztu) i oleju chorych. We wszystkich innych kościołach wolno w tym dniu odprawić tylko jedną Mszę św. w godzinach wieczornych. Nazywamy ją „Mszą Wieczerzy Pańskiej”. Rozpoczyna ona Triduum Paschalne, które stanowi Wielki Piątek, Wielką Sobotę i Niedzielę Zmartwychwstania. Ostatnia wieczerza miała miejsce w nocy z czwartku na piątek i należała według żydowskiej rachuby czasu do piątku. Doba trwała od zachodu, do zachodu słońca. Dlatego, dniem zarówno pierwszej Ofiary Eucharystycznej jak i Ofiary Krzyża, jest ten sam dzień – Wielki Piątek. I tu widzimy ścisły związek Krzyża, Zmartwychwstania i Eucharystii. Kapłan przenosi Najświętszy Sakrament do tak zwanej Ciemnicy.

 

     Wielki Piątek – w tym dniu gromadzimy się na sprawowaniu pamiątki męki i śmierci Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Liturgia zaprasza nas do rozważania biblijnego opisu męki Pańskiej, a następnie adoracji i uczczenia Krzyża świętego. W tym dniu nie odprawia się Mszy św. Po liturgii eucharystycznej Ciało Chrystusa przenosi się uroczyście do adoracji do tak zwanego Grobu Pańskiego. Wielka Sobota jest dniem, w którym nie odprawia się Mszy św. ani innych nabożeństw. Przez cały dzień, wierni nawiedzają Grób Pański i czuwają na modlitwie, pamiętają, że jest tam obecny pod osłoną chleba.

 

     Wielka Sobota – tym dniu święci się pokarmy. W Polsce wierni przynoszą w pięknie przystrojonych koszykach chleb, wędlinę, masło, chrzan, sól i jajka. Nie powinno w nim zabraknąć baranka, który symbolizuje Chrystusa. W tym dniu, każdy pokarm ma swoje znaczenie : chrzan, przynosimy na znak męki Pana Jezusa, która zamieniła się w słodycz, a symbolem tej słodyczy jest masło. Poświęcone jajka, symbolizują nowe życie Zmartwychwstałego Pana. Przez święcenie pokarmów, Kościół błogosławi byt doczesny: podkreśla dostojność ciała, które w tym dniu osiągnęło nieśmiertelność. Chrystus po zmartwychwstaniu jadł chleb i rybę, by przekonać uczniów, że jest naprawdę żywym człowiekiem.

 

     Wigilia Paschalna – noc paschalną rozjaśnia zmartwychwstały Chrystus. Jest to naprawdę Wielka Noc, jest to najważniejsze wydarzenie w dziejach świata i ludzkości. W niej dokonało się przejście że śmierci do nowego życia, przez zmartwychwstanie. Cała dynamika nocy paschalnej, skupia się wokół życia w Chrystusie, dlatego cała jej liturgia, pełna jest symboli życia: światło – słowo – woda – uczta. Znaki te stanowią również główną treść kolejnych części Wigilii Paschalnej. Uroczystym ogłoszeniem zmartwychwstania Chrystusa i wezwania ” całego stworzenia do udziału w tryumfie Zmartwychwstałego” jest Procesja Rezurekcyjna.

 

 

 

 

 


 

 

 

Kazania Pasyjne głoszone w czasie Wielkiego Postu w naszej Parafii

 

 


 

Bracia i Siostry,

chciałbym, aby tegoroczne Kazania Pasyjne miały swój tytuł i brzmi on następująco: „Sześć próśb Jezusa skierowanych do Ciebie”. Jak często my – zwykli ludzie prosimy Jezusa o pomoc, o przysługę, o łaskę, o zdrowie, o cud…prosimy Go o to, czego nam brakuje, czego często własnymi siłami nie możemy osiągnąć. Nadszedł czas, aby usłyszeć co Jezus ma do powiedzenia każdemu z nas i jakie do nas ma prośby. Dzisiejsza brzmi tak: „Proszę Cię, aby była w Tobie wiara”. Moi Drodzy, to nie jest łatwa prośba bo…to co jest łatwe do zrobienia, zazwyczaj nie przynosi człowiekowi korzyści. Łatwo jest kraść, a jaka z tego radość? Żadna, bo nie dość że brudne sumienie, to jeszcze będzie za to kara, trzeba wszystko oddać, a na dodatek przyznać się do winy. Łatwo jest kogoś oczernić po to, żeby siebie postawić na pięknym i jasnym tle, mimo że się na to nie zasługuje. A jaka z tego korzyść? Żadna. Wiara jest trudna, ale to, co można dzięki niej zyskać jest najcenniejsze i najpiękniejsze. Te ukryte skarby chce dać Ci Jezus, tylko jest jeden warunek: trzeba z Nim iść przez życie, krok w krok, każdego dnia. O wierze można mówić godzinami i jak zapytałem kiedyś młodą osobę czy jest wierząca, odpowiedziała: „Tak, ale nie chodzę do Kościoła, bo by się ze mnie śmiali w szkole. To jest proszę księdza nie modne. Babcia i rodzice nie są zadowoleni, ale przynajmniej ja mam święty spokój”. Po tych słowach moje serce na chwilę się chyba zatrzymało i doszedłem do wniosku, że powinienem ludziom tłumaczyć czym ta wiara jest i jak ona powinna wyglądać. Taki mały przykład: Każdy z nas widział na pewno rwącą, szybko płynącą wodę w rzece. W tej wodzie są czasami wielkie kamienie, o które ta woda się obija. Co chcę przez to powiedzieć? Że kamienie w tej rzece są drogą wiary. Po nich idziemy z Jezusem…i robimy wszystko, aby nie wpaść do tej szybko płynącej wody, która jest dzisiejszym światem. Robimy wszystko, by ten prąd rzeki nie porwał nas, tylko żebyśmy się utrzymali na tych kamieniach tworzących drogę wiary. Jezus prosi Cię dzisiaj, aby w Tobie była wiara…bez względu na to co kto mówi, bez względu na to, co się wokół Ciebie dzieje. Jemu też nie było łatwo i z upływem dni nie jest Mu lżej. Za niedługo zawiśnie na Krzyżu za ludzkie grzechy, ale przede wszystkim za to, że tak wielu w istnienie Boga nie uwierzyło…mimo, iż czynił cuda, nauczał, uzdrawiał…to nadal miał potężną liczbę wrogów. Tak było 2000 lat temu…a jak jest dzisiaj? Co dzieje się z wiarą? Każdy z nas wie, nie trzeba tego tłumaczyć. Jezus jest traktowany od święta, na pokaz, od wielkiego dzwonu. Jezus jest w sercu w Niedzielę, a od Poniedziałku obmowy, złe słowa, kłótnie, praca do nieprzytomności…Bóg na co dzień musi stać daleko, bo człowiek Go nie chce, odpycha swoim zachowaniem. Wiara to modlitwa, wiara to dobre uczynki, wiara to serce dla rodziny, znajomych, obcych…wiara to czas dla Jezusa, dla siebie…wiara, to stawanie się coraz lepszym, piękniejszym duchowo. Po to właśnie ten okres Wielkiego Postu, by człowiek opamiętał się, zatrzymał chociaż na chwilę nad tym, co w życiu ma, czego mu brak, czego nie powinien mieć. Ktoś powie: „Ja wierzę, a Bóg mnie doświadcza cierpieniem i nie słucha moich próśb”. Moi Drodzy, cierpienie jest wpisane w życie każdego człowieka, przed nim nie da się uciec ani uchronić. Ono jest po to, byśmy choć po części zrozumieli, przez co przechodził Jezus w swoim życiu…i mimo że ludzie zgotowali Mu taki okrutny los, to postanowił przytulić do siebie grzeszników i umrzeć za nich. W cierpieniu człowiekowi otwierają się oczy, często zaczyna żałować, że był oddalony od Boga. Prośby każdego zawsze są wysłuchiwane, ale nie zawsze spełniane. Bóg nie jest fabryką. Po drugie…czy te prośby są szczere? Czy wypowiadane z miłością i wiarą? Jaka jest Twoja wiara? Może jest coś, co przeszkadza Bogu w spełnieniu Twojej prośby? Może za często prosisz, a rzadziej słuchasz? Pomyśl nad tym Bracie i Siostro. Niech ten Wielki Post wzmocni Twoją wiarę, byś z Jezusem mógł góry przenosić i cieszyć się życiem u boku z takim Mistrzem. Wiara Cię nigdy nie zawiedzie, bo Jezus Cię nie zawiedzie.

 


 

Bracia i Siostry,

tegoroczne Kazania Pasyjne mają swój tytuł i brzmi on następująco: „Sześć próśb Jezusa skierowanych do Ciebie”. Jak często my – zwykli ludzie prosimy Jezusa o pomoc, o przysługę, o łaskę, o zdrowie, o cud…prosimy Go o to, czego nam brakuje, czego często własnymi siłami nie możemy osiągnąć. Nadszedł czas, aby usłyszeć co Jezus ma do powiedzenia każdemu z nas i jakie do nas ma prośby. Tydzień temu nasze rozważania poświęcone były wierze, a dzisiejsza prośba Jezusa brzmi tak: „Proszę Cię, aby była w Tobie nadzieja”. To kolejny trudny zwrot w naszą stronę, a dlaczego? Bo mimo wszystko nam ludziom ciężko jest zrozumieć czym tak naprawdę jest nadzieja. Mówimy nieraz, że mamy nadzieję, że po południu nie będzie padać, bo wybieramy się na spacer, albo mamy nadzieję, że choroba minie, bądź ciężki egzamin się powiedzie. Wydaje się, że jest to lekkie słowo. Często powtarzamy sobie:„Zawsze jest nadzieja, nie można tracić nadziei”… a gdy zadajemy pytanie: „Czy jest jeszcze jakaś nadzieja?”, to wtedy to słowo wydaje się ważyć tonę…Moi Drodzy, aby cokolwiek dobrego się wydarzyło i miało sens, musi wyjść od Boga, Któremu wierzymy i w Którego wierzymy. Dlatego nie ma nadziei bez Boga. Jeżeli będziemy myśleć, że sami jesteśmy kowalami tego, czy coś nam się powiedzie czy nie, to prędzej czy później przy pierwszym niepowodzeniu stracimy nadzieję. To czego bardzo pragniemy, to czego chcemy, to czego potrzebujemy, musi być połączone z wiarą, a prościej mówiąc: nadzieja idzie zawsze w parze z wiarą i nie może być inaczej. Jak to jest w naszym życiu? Często brakuje sił, bo… choroba postępuje, rodzina się rozbija, plany życiowe nie wychodzą i przez to wydaje się nam, że Bóg nas nie wysłuchuje. Co wtedy? Jedni będą obwiniać Boga, ich wiara zacznie maleć, a na ustach będzie nienawiść i złość. A co powinno się zrobić? Nie pozostaje nam nic innego, jak złożyć swoje ręce, wołać do Boga i u Niego szukać nadziei. Modlitwy idą i wracają, zawsze są wysłuchiwane, ale nie każdy człowiek zasługuje na ich spełnienie, bo np. modlitwa jest nieszczera, wiara jest za mała, grzechów zbyt wiele zalegających w sercu. Nadzieja pomaga żyć, pomaga wtedy, gdy po ludzku wszystko jest stracone…jednak okazuje się, że jest jeszcze światło, że jest jeszcze jakieś wyjście, jakaś możliwość, jest szansa. Moi Drodzy, często nie zdajemy sobie z tego sprawy, że każdy nasz dzień jest wypełniony nadzieją. Nasze życie od dzieciństwa po starość polega na osiąganiu kolejnych celów – kiedy zrealizujemy jedne, pojawiają się następne. Ile człowiek ma potrzeb do zaspokojenia, tyle celów: od pożywienia, ubrania, własnego mieszkania, przez miłość i dobre relacje z bliskimi, po uzyskanie upragnionego wykształcenia, pracy. Cele te często spełniają się dopiero po latach, a droga do nich jest najeżona trudnościami. Bywa i tak, że mimo wielkich wysiłków nasze oczekiwania się nie spełniają, a cel, do którego dążyliśmy przez całe lata, nie zostaje osiągnięty. Wydaje się nam wtedy, że znajdujemy się w tunelu bez wyjścia, ale właśnie nadzieja jest tym motorem, który daje nam siłę do dalszej wędrówki przez życie mimo wszelkich trudności, kłopotów, porażek i klęsk. Mówi się, że nadzieja umiera ostatnia. Innymi słowy, nadzieja jest niezbędna do życia, bez niej zamienia się ono w rozpaczliwą, szarą, jałową wegetację. A choć święty Paweł mówi, że nadzieja zawieść nie może, to jednak utrata nadziei jest niestety możliwa i spotkałem już osoby, które ją naprawdę straciły, ale tylko dlatego, że się poddały. Faktycznie sprawiają wrażenie martwych; poruszają się, spełniają swoje obowiązki, ale ich twarze i spojrzenie są martwe; nic ich nie interesuje ani nie zachwyca, zamykają się w samotności, wpatrzone w siebie i w swoje nieszczęście. Nie widzą sensu życia i latami czekają na śmierć. Bracia i Siostry, czy Jezus, Który niesie krzyż na Golgotę jest pełen nadziei? Tak, On jest nią przepełniony. My na Jego miejscu chcielibyśmy, żeby jak najmniej bolało, żeby ktoś nam w tym cierpieniu pomógł, wsparł, dał jeść, pić i ubrał…a jaką nadzieję ma Jezus? Że Jego śmierć odmieni świat i że ludzie wreszcie zrozumieją, że On ich KOCHA i kochać będzie na zawsze. Jezus ma nadzieję, że człowiek zda sobie sprawę, jak ważna jest modlitwa, która daje siłę i pomaga w zmianie na lepsze. Jezus ma nadzieję, że Jego praca, Jego cierpienie i poświęcenie nie pójdą na marne. Tego On pragnie najbardziej…Pokazał nam, że nasze życie nie kończy się wraz ze śmiercią, że niezależnie od tego, ile nieszczęść i niesprawiedliwości mogło nas spotkać, ile krzywd i błędów sami popełniliśmy, w jakim wieku i w jaki sposób umieramy, to nasze życie ma sens, niezależnie od tego, jakie było — bo po drugiej stronie czeka na nas Ktoś, kto jest bezkresną Miłością, Dobrem i Pięknem i On utuli nas w swoich objęciach i da nam pełne szczęście. To jest właśnie nadzieja związana z tym, że pragniemy wiecznej szczęśliwości i złączenia się z Bogiem w niebie po skończeniu ziemskiego pielgrzymowania. Bracia i Siostry, nigdy nie traćcie nadziei. Bierzmy przykład z Jezusa, który nie stracił ani nie traci jej nawet na chwilę. Widzi jacy jesteśmy słabi, widzi jakie błędy popełniamy, ale On wierzy w to, że będzie inaczej, lepiej.

Jeśli nikt mnie już więcej nie słucha, Bóg mnie jeszcze słucha.

Jeśli już nie mogę z nikim rozmawiać, nikogo wzywać, zawsze mogę mówić do Boga.

Jeśli nie ma już nikogo, kto mógłby mi pomóc – tam, gdzie chodzi

o potrzebę albo oczekiwanie, które przerastają ludzkie możliwości trwania w nadziei – On może mi pomóc.

Gdy jestem skazany na całkowitą samotność…, ale modlący się nigdy nie jest całkowicie samotny.

 


 

Bracia i Siostry,

tegoroczne Kazania Pasyjne mają swój tytuł i brzmi on następująco: „Sześć próśb Jezusa skierowanych do Ciebie”. Jak często my – zwykli ludzie prosimy Jezusa o pomoc, o przysługę, o łaskę, o zdrowie, o cud…prosimy Go o to, czego nam brakuje, czego często własnymi siłami nie możemy osiągnąć. Nadszedł czas, aby usłyszeć co Jezus ma do powiedzenia każdemu z nas i jakie do nas ma prośby. Tydzień temu nasze rozważania poświęcone były nadziei, a dzisiejsza prośba Jezusa brzmi tak: „Proszę Cię, aby była w Tobie miłość”. Kolejna trudna prośba skierowana do człowieka…to trudna prośba, a zarazem bardzo prosta. Dlaczego? Z tego co można zauważyć, to miłość staje się niemodna, a zamiast niej ważniejsze są inne sprawy. Pozwólcie Moi Drodzy, że zacznę dzisiaj od takich słów:

Ludzie biegną, pan co krzyczy też
już o jeden krok przed sobą jest.
M
odna pani nie chce spóźnić się,
bo podwyżkę miał dać jej szef.

Młody tata trzeci etat ma,
w domu zdąży tylko spać.
Każdy pędem, bo ucieka czas,
przecież tyle tu ważnych spraw.

Ludzie pędzą, dziecku spieszy się,
klucz na szyi ma i szkoły dwie.
Karierowicz biegnie bo ma cel,
zdobyć wszystko chce w jeden dzień.

W tym co przed momentem przeczytałem jest odpowiedź, dlaczego miłość jest niemodna…Otóż dlaczego? Bo ważniejsze jest wszystko inne, ale nie to żeby w małżeństwie było dobrze. Dzisiaj nauczyliśmy się, że jak będą pieniądze, dom, kariera, to dopiero jest czas na miłość. Przestaje być ważne zdrowie i odpoczynek, no bo któż w dzisiejszych czasach odpoczywa – przecież 2 etaty, kredyty, obowiązki. Ja nie mówię o tym, że to wszystko jest złe i nie dla ludzi, ale szukam ja i poszukajcie dzisiaj ze mną wy wszyscy, gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla miłości? Gdzie! Czemu człowiek tak zarządza swoim życiem, że miłość do siebie, do Boga i drugiego człowieka przestaje być istotna? Odpowie sobie na to pytanie każdy sam…natomiast to, co można zauważyć, to ludzie miłości się wstydzą…np: Rodzice coraz rzadziej albo wcale nie mówią dziecku: „Kocham Cię”, dzieci też raczej jak są duże unikają takich słów. To wyznanie milknie w małżeństwach, w rodzinach…milknie w stronę Boga. Kochać, to znaczy troszczyć się, kochać, to znaczy szanować, kochać, to znaczy być wdzięcznym, kochać, to znaczy ufać, kochać to znaczy mieć dla kogoś czas…A czy człowiek potrafi zrezygnować z wielu przyjemności, albo nawet z dodatkowej pracy, żeby mieć czas na miłość? Żeby mieć czas dla żony, dla męża, dzieci? Czy umiemy zrozumieć jak bardzo to uczucie jest nam potrzebne i że bez niego nie ma tak naprawdę nic? Ani wiary, ani nadziei, ani przyszłości…bez miłości, człowiek jest tylko ciałem, robotem i nic poza tym. Dlatego tyle wojen, dlatego tyle wyzwisk, rozwodów, morderstw, bo przesuwamy miłość na ostatni plan…i sami sobie jesteśmy winni, a nie Bóg, bo On uczył i uczy nas dobra, a my robimy na odwrót. Często słyszę, że z miłości nie ma żadnej korzyści, a jak człowiek idzie do pracy, to przynajmniej wie, że dostanie pieniądze i może sobie za nie coś kupić. Bracia i Siostry…gdyby Pan Jezus liczył na korzyści z naszej strony, to nie umarłby za nas na krzyżu. Gdyby Pan Jezus liczył w swoim życiu na to, że my na pewno się odwdzięczymy za to co dla nas zrobi, to machnąłby na to wszystko ręką i powiedział: „To moje życie, nie będę cierpiał za grzeszników”. I w tej chwili otwierają się szeroko oczy i człowiek myśli: „Jezus umarł za mnie i nikt mu za to nie dał żadnej nagrody, tylko dostał ból od każdego z nas”. Moi Drodzy, gdzie znajdziemy piękniejszy przykład miłości? Chrystus zrezygnował dla nas ze wszystkiego, wypełnił wolę Ojca choć mógł ją odrzucić i żyć sobie po swojemu…ale wybrał mnie, ciebie, nas…by bezwarunkowo cierpieć katusze, ból nie do zniesienia po to, by dać najcenniejszy dar jakim jest życie…On pokazał nam przez 33 lata swojego życia jak kochać bliźniego i nie przechodzić obojętnie, a poprzez śmierć krzyżową pokazuje nam jeszcze więcej…pokazuje jak wielka potrafi być miłość. Ktoś powie: „Miłość jest trudna, czasami sprawia ból”. Zgadzam się, ale odpowiem w taki sposób: „Nie ma miłości bez krzyża, a bez miłości krzyża się nie udźwignie”. Gdyby Jezus nas nie kochał, to nie doszedłby na Golgotę. Gdyby miłość była dla Niego prosta, to ten krzyż nie ważyłby tak wiele i nie wyrządził tylu ran. Jeżeli człowiek pragnie i chce, to zrobi tak, aby miłość była pięknym kwiatem, który nigdy nie przekwita, tylko rośnie, nabiera coraz to wspanialszych barw. Kochać mimo wszystko nie jest trudno…ale ciężej jest miłość pielęgnować. Co z tego że małżonkowie wyznają sobie miłość tuż po ślubie, jak przestają się wzajemnie troszczyć o miłość po roku czy kilku latach. Samo się nic nie zrobi, dziecko samo miłości się nie nauczy, dziadkowie miłości od wnuków sobie nie namalują na ścianie, tylko muszą to czuć, widzieć. Miłość to nie jest coś za coś…miłość to ciepło, radość, że jestem dobrym człowiekiem, kochającym Boga, rodzinę, obcych. W Miłości nie ma wielkiej filozofii, wystarczy naprawdę chcieć i mieć czas. Jezus dał nam wszelkie dobro, dał nam nawet więcej niż mogliśmy chcieć…więc i my obdarzajmy siebie miłością: jedni prawdziwą aż po grób, drudzy miłością w przyjaźni, inni w szacunku i dobrym słowie dla drugiego człowieka. Łatwo i ładnie brzmi, a najważniejsze jest to, że można tak żyć, a nawet trzeba. Miłość to też tęsknota…Bóg tęskni za czystym sercem, dobrymi uczynkami, my tęsknimy po ludzku za sobą jak się nie widzimy przez jakiś czas…Podsumowując: Miłość ma wiele imion i one wszystkie składają się w jedno uczucie. Czy masz je w sobie? Czy masz na to uczucie czas?


 

Bracia i Siostry,

tegoroczne Kazania Pasyjne mają swój tytuł i brzmi on następująco: „Sześć próśb Jezusa skierowanych do Ciebie”. Jak często my – zwykli ludzie prosimy Jezusa o pomoc, o przysługę, o łaskę, o zdrowie, o cud…prosimy Go o to, czego nam brakuje, czego często własnymi siłami nie możemy osiągnąć. Nadszedł czas, aby usłyszeć co Jezus ma do powiedzenia każdemu z nas i jakie do nas ma prośby. Tydzień temu nasze rozważania poświęcone były miłości, a dzisiejsza prośba Jezusa brzmi tak: „Proszę Cię, aby była w Tobie prawda”. Moi Drodzy, czy to łatwa prośba? Z jednej strony tak, bo ktoś pomyśli: „A co to za wielki wyczyn żeby nie kłamać, przecież nic trudnego w tym nie ma”. Inny człowiek powie: „To trudna rzecz, bo człowieka kusi żeby mówić nieprawdę, obgadywać innych. To w końcu jaki jest werdykt? Bardzo jasny: życie z Bożymi zasadami jest trudne, nawet podkreślają ten trud słowa pieśni religijnej, które brzmią tak: „Miłość Twa trudna jest, pisze krzyżem listy swe. Miłość Twa wiele chce, wzywa w gór, gdzie szczyty i trud”. Bracia i Siostry, trudno w dzisiejszym świecie wytrwać w miłości Bożej, bo dookoła tyle pokus, tyle spraw i nieszczęść, ale ta miłość jest piękna i przynosi wiele korzyści. To co przychodzi nam łatwo, często potrafi nas zmylić, wyprowadzić w ślepą uliczkę i później po ludzku żałujemy, że nie wybraliśmy innego rozwiązania, innej drogi, innej opcji. Skoro Jezus prosi nas dzisiaj aby w nas była prawda, to trzeba się zastanowić czym ta prawda w ogóle jest.

Zasada nr 1: Człowiek, w którym jest prawda ucieka od kłamstwa, brzydzi się kłamstwem, bo wie, że na takim fundamencie niczego nie zbuduje. Kłamiemy na różne sposoby i próbujemy oszukać kogoś, oszukać siebie, ale też i Pana Boga. Nam się wydaje, że Bóg nic nie widzi i nic nie słyszy, my myślimy, że jakieś tam kłamstewko zawsze umknie i nie trzeba będzie za nie żałować i przepraszać. Usprawiedliwiamy się zazwyczaj słowami: „Inni gorzej grzeszą, a jak ja raz skłamię, to nic się nie stanie”. Otóż stanie się, bo jedno kłamstwo może być gorsze niż tysiące innych i z tego sobie już nie zdajemy sprawy. Pan Bóg nie uczył nikogo nieprawdy, więc skąd ona się bierze w naszym życiu? Z braku dobrych relacji z Bogiem. Kłamstwo stało się modne do tego stopnia, że ludzie zaczynają tęsknić za prawdą. Ludzie kłamią, a później się dziwią, że rozpada się małżeństwo, czy jest źle w rodzinie, bądź w pracy. Kłamie przed sądem oskarżony o morderstwo mówiąc, że on wcale nikogo nie zabił, choć dobrze wie, że to zrobił. Kłamie dziecko mówiące rodzicom, że nie ma nic zadane na jutro tylko po to, żeby pograć na konsoli całe popołudnie. Kłamie człowiek przy kratach konfesjonału, że na niedzielnej Mszy Świętej nie było go dwa razy, a tak naprawdę nie chodził do Kościoła od roku. Kłamiemy, bo boimy się odpowiedzialności za swoje czyny, bo boimy się, że nie dostaniemy rozgrzeszenia…i co wtedy? Pogrążamy się jeszcze bardziej, wpadamy w większy dół poprzez to, że sami dobrze wiemy, że prawda jest inna i Bóg też to wie. Jak to wszystko później Mu wytłumaczysz i wyjaśnisz? Każde kłamstwo to dodatkowy gwóźdź w Jego ciało i w Twoje ciało. Kłamstwo zniewala, robi z człowieka więźnia w samym sobie. Czy naprawdę tego nam potrzeba?

Zasada nr 2: Człowiek uwielbia obmawiać na każdym kroku, wydaje mu się, że wie lepiej, najlepiej i może opowiadać bzdury na czyjś temat. A jeśli się myli i te bzdury zniszczą komuś życie, to co wtedy? Oczywiście my się tym nie przejmujemy, obgadujemy dalej ile wejdzie…np: „Kowalska to jest taka gruba, że aż nieładnie na nią patrzeć. Na pewno od jedzenia, ma pieniądze to sobie dogadza i potwora z siebie zrobiła”. A jaka jest prawda? Jest chora i dlatego tak wygląda, bo bierze sterydy. Kolejny przykład: „A ten mąż Kaśki za granicą siedzi, to na pewno tam sobie już inną znalazł, bo tu wcale nie przyjeżdża”. Moi Drodzy, zacznijmy interesować się swoim życiem i tylko swoim, bo sami mamy dużo do poukładania, do zmienienia, a zajmujemy się tym, co nie trzeba. Pan Bóg nie obmawia nikogo z nas, nie mówi o nikim źle…a my uważając się za chrześcijan powinniśmy z Niego brać przykład. Obgadujemy ludzi dopóki sami nie padniemy ofiarą oszczerstw, nieprawdziwych oskarżeń…Nic tak nie boli, jak to, że ktoś o kimś mówi źle i mówi same nieprawdziwe rzeczy. Jest takie piękne przysłowie, które brzmi: „Mów za plecami ludzi tyle, ile miałbyś odwagę powiedzieć im prosto w oczy”. Powtórzę jeszcze raz: „Mów za plecami ludzi tyle, ile miałbyś odwagę powiedzieć im prosto w oczy”. A czy mamy odwagę powiedzieć np. sobie: „Muszę się nawrócić, muszę oczyścić z grzechów moje serce, bo nie jestem dobrym chrześcijaninem?” Czy mamy odwagę powiedzieć o sobie, że robimy źle, że mamy złe nawyki, które ranią innych i Pana Boga? Nadszedł czas żeby spojrzeć prawdzie w oczy, a to jest najtrudniejsze. Bracia i Siostry, mamy wzór z którego możemy czerpać, a jest nim Jezus Chrystus. Nigdy nie kłamał, nigdy nie obmawiał, uczył życia w wierze, nadziei, miłości i prawdzie. Da się żyć bez obmowy, bez plotkowania, bo to nikomu i do niczego nie jest potrzebne. To grzech, to poważny grzech i ból, który zadajemy komuś i Bogu. Dokładamy mu kolejne cierpienia, oszukujemy Go, że jesteśmy wspaniałymi ludźmi, nienagannymi, idealnymi, pobożnymi…a prawda niestety bywa inna. Ile to razy po wyjściu z Kościoła ludzie obmawiają, mówią nieprawdę…Ile to razy wyrządzą przez to komuś krzywdę i nie mają odwagi przeprosić? Bracie i Siostro, przyłącz się do Krzyża Chrystusowego, trzymaj się mocno za rękę Zbawiciela i bądź prawdziwym człowiekiem, dobrym – wierzącym człowiekiem…wierzącym nie na pół etatu, ale na cały etat.

 


 

Bracia i Siostry,

tegoroczne Kazania Pasyjne mają swój tytuł i brzmi on następująco: „Sześć próśb Jezusa skierowanych do Ciebie”. Jak często my – zwykli ludzie prosimy Jezusa o pomoc, o przysługę, o łaskę, o zdrowie, o cud…prosimy Go o to, czego nam brakuje, czego często własnymi siłami nie możemy osiągnąć. Nadszedł czas, aby usłyszeć co Jezus ma do powiedzenia każdemu z nas i jakie do nas ma prośby. Tydzień temu nasze rozważania poświęcone były prawdzie, a dzisiejsza prośba Jezusa brzmi tak: „Proszę Cię, abyś był człowiekiem. Czy to jest trudna prośba? Tak na szybko sądząc, to chyba nie…nawet można by odpowiedzieć tak: „Panie Jezu, no przecież mam ręce, chodzę na dwóch nogach, mam usta, oczy, rozum, to jestem człowiekiem…więc dlaczego mnie prosisz abym był człowiekiem, skoro już nim jestem?”. Bracia i Siostry, z wyglądu faktycznie każdy z nas jest ludzki, a z zachowania? Czy to jak czasami postępujemy przystoi człowiekowi? Czy to, co wypowiadamy w złości czy obmowie do człowieka pasuje? Na pewno nie i myślę, że Jezusowi o nasze zachowanie chodzi najbardziej. Przypatrzymy się teraz jak to wygląda od środka: jak się zdenerwujemy na kogoś, to w jego kierunku sypiemy najgorszymi myślami, wyzywamy, obrażamy. Jak ktoś nam coś zrobi, to nie pozostajemy obojętni, tylko też odwdzięczamy się tym samym, albo jeszcze gorszym czynem, złorzeczymy, planujemy zemstę. Jak ktoś nas obmówi, to oczywiście odpłacamy się tym samym, żeby wyrównać rachunki. Na przykład niektórzy młodzi ludzie uważają, że mają prawo nie mieć szacunku do innych, starszych, robią co im się rzewnie podoba i nie zwracają uwagi czy to naprawdę jest ludzkie. Zdarza się nam zaobserwować nie raz takie zjawiska, zresztą nie tylko u nieletnich, ale dorośli też wzorcowi nie są. Moi Drodzy, skoro jesteśmy ludźmi, w dodatku ludźmi wierzącymi, to wypada spojrzeć na osobę Jezusa. Był człowiekiem, wyglądem nie różnił się od nas niczym, ale Jego postępowanie i zachowanie jest bardzo kontrastujące z tym, co robimy my. My jesteśmy całkowitą odwrotnością Jezusa, a przecież nie tak powinno być, bo zostaliśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo, mieliśmy starać się robić wszystko, by coraz bardziej się upodabniać. I co z tego wyszło? Zadam takie krótkie pytanie: „Czy każdy z Was tutaj siedzący czuje się na co dzień bardzo podobnym do Jezusa?” Tylko odpowiedzmy sobie na to pytanie szczerze. Pozwolę sobie przypomnieć, że w Ewangelii nie ma słowa o tym, że On kogoś uderzył, zwyzywał, okradł, ośmieszył, obmówił, wykorzystał, wyśmiał, odrzucił, zabił. W Ewangelii nie ma śladu o tym, żeby Jezus potrzebującego ominął, czy kłamał. W życiu Jezusa o takich rzeczach nie było mowy, takie słowa i takie czyny były mu obce. A dlaczego? Bo chciał być dobrym człowiekiem i uczciwym, kochał swojego Ojca, kochał swoją Matkę, siebie poświęcił innym, siebie poświęcił w konsekwencji nam. Nie zrobił tego bo musiał, zrobił to, bo chciał. Chodził po świecie, by dać ludziom wzór do naśladowania, pokazać, że naprawdę można żyć bez przemocy, agresji, pijaństwa, lenistwa. Chodził po tej ziemi, żeby do ludzi dotarło, że złem za zło się nie odpłaca…Bracie i Siostro, jest takie piękne, stare powiedzenie: „Kto na Ciebie kamieniem, Ty na niego chlebem”. Odpowiadaj dobrem na zło, a to komuś na pewno zamknie usta, zwiąże ręce i w konsekwencji da do myślenia. Co Ci da to, że jak ktoś Cię zwyzywa, to zrobisz to samo? Będzie Ci lżej? Pokażesz przez to, że jesteś wartościową i wierzącą osobą? Nie, bo zniżysz się do czyjegoś poziomu i staniesz się taki sam/taka sama. Przypomnę jeszcze raz tą prośbę skierowaną do każdego z nas: „Bądź człowiekiem”. Wielki Post, ale i każdy dzień w roku jest dobrą okazją do tego, by zdać sobie sprawę z tego, ile razy nie było się człowiekiem…a jak już sobie to uświadomimy, to wypadałoby przeprosić i zmienić się. Ciągle narzekamy, że żyjemy w takim świecie, to trzeba sobie jakoś radzić i postępować tak, jak inni chcą. To ja się pytam jacy inni i jaki świat? Każdy odpowiada za siebie, wszyscy tworzymy jedną całość czyli świat…więc kto ma się zmienić, żeby w końcu było dobrze? Żeby zniknęły niepotrzebne czyny, słowa, wojny, krzywdy? My mamy się zmienić. To nie świat jest zły, to my go takim czynimy. A czy nie lepiej żyłoby się gdyby tu był raj? Tu na ziemi? Zacznijmy od siebie i zróbmy w swoich domach prawdziwe niebo, zróbmy niebo w relacji z innymi, zróbmy niebo w swoim sercu. To naprawdę można uczynić, a Jezus jest tego przykładem. Da się być dobrym i podobnym do Niego, da się pięknie żyć, tylko nad sobą trzeba pracować i chcieć. Niechaj Boża miłość, która jest potężną falą, spłynie na każdego z Was i obmyje z tego, co człowiekowi nie przystoi i nie jest potrzebne. Spójrzmy jeszcze raz na Jezusa i przyjmijmy do wiadomości, że życie nie jest po to, żeby być byle kim…życie jest po to, aby być wspaniałym. Tego Wam życzę i tego samego życzy Wam Jezus. Czeka na to, aż będzie mógł podejść do człowieka i powiedzieć: „Witaj, jesteśmy jak bliźniacy, tacy podobni”.

 


 

Bracia i Siostry,

tegoroczne Kazania Pasyjne mają swój tytuł i brzmi on następująco: „Sześć próśb Jezusa skierowanych do Ciebie”. Jak często my – zwykli ludzie prosimy Jezusa o pomoc, o przysługę, o łaskę, o zdrowie, o cud…prosimy Go o to, czego nam brakuje, czego często własnymi siłami nie możemy osiągnąć. Nadszedł czas, aby usłyszeć co Jezus ma do powiedzenia każdemu z nas i jakie do nas ma prośby. Poprzednie nasze rozważania poświęcone były temu, aby umieć być człowiekiem, a dzisiejsza – ostatnia prośba Jezusa brzmi tak: „Proszę Cię, abyś był moim Przyjacielem”. Czy to trudne? Ktoś powie <tak>, ktoś powie <nie, to nie jest skomplikowane>. A jak jest w rzeczywistości? Kiedy my jesteśmy przyjaciółmi Jezusa? Tak naprawdę wtedy, kiedy coś od Niego chcemy. Gdy zależy nam na tym, żeby coś u Niego załatwić, wyprosić, to nagle sobie przypominamy o Jezusie i błagamy Go na wszystkie strony o zmiłowanie. Podobnie jest w dzisiejszym świecie między nami – ludźmi. Jak jesteśmy w potrzebie, to łapiemy za telefon i dzwonimy do przyjaciół, by pomogli w jakiejś tam sprawie. Na co dzień to mało kiedy o nich pamiętamy, ale jak czegoś potrzebujemy, to sobie przypominamy o ich istnieniu. Czasami Moi Drodzy mam wrażenie, że zachowujemy się jak takie sępy: chcemy jak najwięcej wziąć, ale dać to raczej tak niechętnie. Co to znaczy być Przyjacielem Jezusa? To znaczy być zawsze blisko Niego, wyciągać pomocną dłoń, odwiedzać na Mszy Świętej czy nabożeństwach, rozmawiać z Nim. Wiecznie tylko mówimy i nawet śpiewamy: „Jezus jest mym Przyjacielem, Jezus jest obrońcą mym”. A kim my jesteśmy dla Jezusa? Może w końcu skończmy z wbijaniem gwoździ w Jego ciało i bądźmy również Jego obrońcami, Jego Przyjaciółmi na których może liczyć o każdej porze dnia. Bracia i Siostry, już za niedługo będziemy świadkami wielkiego wydarzenia, które uświadomi nam jakimi jesteśmy szczęściarzami, że ktoś zgodził się na to, aby umrzeć za każdego człowieka. Będziemy świadkami najpierw śmierci, a później zmartwychwstania Jezusa. Przygotowujemy się do Świąt Wielkiej Nocy, te przygotowania trwają od Środy Popielcowej, a teraz będą jeszcze bardziej wzmożone i pracochłonne…bo przecież trzeba umyć okna, wytrzepać dywany, ścierki do kurzu będą się palić w rękach, a to zakupy, pieczenie ciast, pranie, zamiatanie w każdym zakamarku…tak będzie… i niestety dla ludzi takie przygotowanie stało się ważniejsze i łatwiejsze…bo przecież umówmy się – łatwiej jest zrobić błysk w domu niż w swoim sercu. Moi Drodzy, jeśli nie macie gotowych serc na to, by zrozumieć mękę i zmartwychwstanie, to zostawcie te prace domowe i weźcie się za siebie. Być Przyjacielem Jezusa to znaczy rozumieć Go i wspierać w tych trudnych chwilach, zaprosić do serca by w nim mógł odpocząć. To są właśnie Święta, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę z ich wymowy i wie, na czym najbardziej powinien się skupić. Ja nie mówię, że te wszystkie domowe przygotowania są złe, ale najpierw popatrzcie na siebie, czy Wy jesteście gotowi, czyści, by przeżyć ten czas lepiej niż dwa lata temu, rok temu. Jezus prosi: „Bądź moim Przyjacielem”… ta prośba pokazuje również, że Jezus czuje się samotny. Ciągle ktoś Go wyśmiewa, odwraca się, wyzywa, uderza grzechem, a mało kto chce z Nim po ludzku porozmawiać, zapytać się: „Co u Ciebie, jak Ci Panie pomóc?”. Jezus jest człowiekiem, też chce mieć bliskich…najchętniej chciałby, żeby każda osoba na świecie traktowała Go jak Przyjaciela, ale widzimy co się dzieje…bardziej jest wrogiem, niż Przyjacielem.

Bracia i Siostry, podsumowując te wszystkie Kazania Pasyjne, to chciałbym byśmy pamiętali, że Jezus też ma prawo nas o coś prosić. Takimi specjalistami od proszenia to oczywiście my jesteśmy, bo mało kiedy padnie słowo: „Dziękuję, Przepraszam”, tylko najczęściej mówimy: „Proszę pomóż mi, proszę ulecz mnie, proszę daj mi siły, proszę daj mi łaskę”. Niech w Was będzie wiara, która ma być silna w każdym momencie życia – czy to strata bliskiej osoby, czy choroba, czy ból, to wiara nigdy nie może ustać. Niech w Was będzie nadzieja, nadzieja na lepsze jutro, nadzieja na powodzenie w jakiejś sprawie… niech będzie do samego końca, niech nigdy nie umiera. Miejcie w sobie miłość do wszystkich ludzi, do siebie, a szczególnie do Boga, który kocha Was bardziej, niż może się wydawać. Niech będzie w Was prawda, a kłamstwami i obmowami brzydźcie się każdego dnia. Bądźcie ludźmi i róbcie to, co człowiekowi przystoi – wierzącemu człowiekowi. Odrzućcie grzech, a żyjcie dobrem. Bądźcie Przyjaciółmi dla Jezusa, którzy nigdy nie zawiodą i będą pamiętać o odwiedzinach, kontakcie, rozmowach. Starajmy się Bracia i Siostry, aby to nasze życie nie było byle jakie, ale piękne, prawdziwe, kolorowe.

 


 

 

 

 


 

Msze Święte
MSZE ŚWIĘTE - OKRES LETNI: NIEDZIELA 7.00 / 9.30 / 11.30 / 16.00
W TYGODNIU 7.00 / 18.00

MSZE ŚWIĘTE - OKRES ZIMOWY:
NIEDZIELA 8.00 / 9.30 / 11.30 / 16.00
W TYGODNIU 7.00 / 17.00

Spowiedź codziennie 15 minut przed każdą Mszą św.
Kancelaria parafialna
godziny urzędowania:

od poniedziałku do soboty
OKRES LETNI:
7.30 - 8.00 oraz od 17.15 - 17.45

OKRES ZIMOWY:
7.30 - 8.00 oraz od 16.15 - 16.45

Numer konta:
63 8276 0003 2000 0000 1238 0001
Licznik odwiedzin
130475
Visit Today : 16
Visit Yesterday : 420
This Month : 3980
This Year : 21902
Total Visit : 130475